Ekstremalny Maraton w Cięcinie
Powyżej fotki mojego rowerka po Maratonie MTB w Cięcinie koło Żywca, który odbył się 25 czerwca 2007. Nie piszę tu praktycznie nic o zawodach, ale o tych warto wspomnieć. 47 kilometrowa trasa poprowadzona ekstremalnie trudnymi szlakami. Bardzo dłuuuugie, strome podjazdy, ekstremalnie trudne zjazdy, po błocie wśród odstających kamieni i korzeni w kałużach głębokich niejednokrotnie powyżej połowy koła. Po prostu super.
Takiej ekstremy jeszcze nie przeżyliśmy. (Do poprzedniej największej ekstremy zaliczałem maraton na Festiwalu Rowerowym w 2006 roku w Szklarskiej Porębie - głównie za sprawą głównego 6 kilometrowego podjazdu gdzie gryzło się kierownicę by podjechać i zjazdów gdzie co 20 metrów leżała belka odprowadzająca wodę z trasy, którą trzeba było przeskakiwać przy 50km/h).
Po mocnym starcie i efektownej glebie prowadzącego pilota na quadzie, który w ostatniej chwili zorientował się że ma skręcić na podjazd wszystko się zaczęło. Stromy podjazd po płytach betonowych, bardzo szybki zjazd, kawałek asfaltu i w końcu baaaardzo długi podjazd na którym nam się wszystkiego odechciało z Foreightem (z którym jechałem od 4 kilometra). Zaczęliśmy żartować i luźno traktować całe zawody :) Na szczycie prawidziwa ulga że to już koniec gryzienia kierownicy, zaczęły się piękne widoki na okolicę (aż się prosiły by stanąć i zrobić fotkę) i zjazdy. Prawdziwe, bardzo trudne, ekstremalne długie błotne zjazdy (uwielbiamy to swoją drogą), gdzie bardzo dużo zyskiwaliśmy przewagi nad pozostałymi. Na dole znów trzeba było wyjechać pod górę by zjechać.. i tak w kółko. Na uwagę zasługuje odcinek po pierwszym bufecie gdzie nikomu normalnemu nie przyszło by do głowy by tam pchać się rowerem ;) Błota i wody na szlaku w życiu tyle nie widziałem. Kałuże prawie pół metrowej głębokości nie były niczym dziwnym :) Ekstrema na maks. Końcowe 4 kilometry to już asfalcik, lekki pojdazd do mety.
Przyjechaliśmy razem 23/24 miejsce w Open. Jak na formę, którą sobą obecnie reprezentuje to bardzo wysoko wylądowałem ;) Gdyby nie Foreight to pewnie by mi się nie chciało ciągnąć na tych podjazdach :P
Z Biker Trzebinia startowali też: Wojtek (8 open), rozwell (52 open) i Gosia (3 miejsce w kategorii kobiet). Gratulacje dla wszystkich, którzy ukończyli te zawody. Szczególnie dla Gosi, która była bardzo zła na trasę jednak pokazała, że pomimo trudności potrafi walczyć do końca i nie poddać się. Na prawdę nie wiele jest kobiet, które po pierwszym podjeździe by nie rzuciły rowerem z wściekłości ;) Samo pokonanie tak trudnej trasy jest sukcesem i będzie jeszcze gługo wspominane :)





